TE ACUERDAS, TRAS LA LAGUNA | DARIUSZ SUSKA

 

Abril tardío

Vio cómo las abejas alzaban en el aire
un guindo truncado – sobre la charca fangosa-.
Esa tiene que ser una religión, pensó, y antes
Un digno insecto mutante alzó un ramo pesado
Sobre el cañal como si no hubiera gravedad
Y en el mundo de las abejas no la hay, o quizá
La haya, pero no pienses, así todo empeora.

Abrazaron esa rama sin pensar, pensó,
Sin pensar abrázame tú, seamos como ellas,
Aun si no estamos ya en los pensamientos de nadie
Nos hundiremos, las antiflores, abrazadas,
El enjambre soltó la rama, flotaba el guindo
Aun si no estamos, en aquellas aguas no turbias
Aún voló y se posó sobre sus ojos, cerca,

Como si deseara irse y cambiara de opinión,
Rozó delicadamente la primera flor
Con un beso, decía: eras todo para mí
Y entonces se desvaneció. Un momento duró
Aquel extraño amor abejero en el viento ártico,
Unos soplos furibundos y se acabó todo:
Aun si tú no estás, ni existes, abrazaré el aire,

Pensó, que sea una religión amar al aire
Sin sentido, sin importancia, cuando se aspira,
Solo aliento, sin palabra que todo empeora.
Que sea una religión despojada de fe
Que uno está y ha vivido, despojada de objetivo,
Aun si no estamos, nos levantarán las abejas
Caeremos, las antiflores, blancas no turbias.

Późny kwiecień

Zobaczył, jak pszczoły unoszą w powietrze
Ściętą wiśnię – nad oko błotnistego stawu.
To musi być religia, pomyślał, a wcześniej
Dostojny owad mutant wyniósł ciężką gałąź
Nad kępę trzcin tak, jakby nie było ciążenia
I w świecie pszczół go nie ma, pomyślał, lub może
Jest, lecz nie myśl, tak tylko jest gorzej.

Przytuliły tę gałąź nie myśląc, pomyślał,
Bez myślenia mnie przytul, bądźmy tak jak one,
Nawet jeśli nas nie ma w niczyich już myślach
Będziemy, antykwiaty, tonąć przytulone,
Rój zawisł, puścił gałąź, pławiła się wiśnia,
Nawet jeśli nas nie ma, w niezmąconej wodzie.
Jeszcze sfrunął i usiadł na jej oczach, blisko,

Jakby chciał odlecieć, ale się rozmyślił,
W końcu delikatnie musnął pierwszy z kwiatów
Pocałunkiem mówiącym: Byłaś dla mnie wszystkim
I dopiero zniknął. Chwilę jeszcze trwała
Dziwna pszczela miłość na arktycznym wietrze,
Jeden wściekły podmuch i było po wszystkim:
Nawet jeśli cię nie ma, przytulę powietrze,

Niech to będzie religia kochanie powietrza,
Bez znaczenia, bez sensu, gdy oddech przychodzi
Jak oddech, nie jak słowa, tak tylko jest gorzej.
Niech to będzie religia pozbawiona wiary,
Że się jest i żyło, pozbawiona celu,
Nawet jeśli nas nie ma, uniosą nas pszczoły
I spadniemy, antykwiaty, niezmąconą bielą.


Te acuerdas, tras la laguna

Te acuerdas, tras la laguna, has de recordarlo,
allí, donde solías traer a los ángeles asesinados,
te quemaste con el tiempo. Él decía que no dolía.

Hasta las rodillas en albas, cayéndote en los pozos
revestidos de días como la plata hirviendo,
te acuerdas, tras la laguna, has de recordarlo.

Allí, donde te aparecían los gatitos muertos
el primer viernes del mes, fiestas más solemnes,
te quemaste con el tiempo, y dejaste de sentir,

Ni una sola herida, ni una astilla que sacar,
estando allí un segundo, pero sin seguridad,
allí, donde colocabas a los ángeles muertos

Durante horas decían, que no iban a doler
los días al alcance de una mano invisible,
te acuerdas, tras la laguna, has de recordarlo,

La vida arde más de prisa y líneas de la mano,
en el aire hay menos oxígeno, habita otro verano
quemado con el tiempo, pero eso no duele nada,
te acuerdas, tras la laguna. ¿Cómo no te acuerdas?

Pamiętasz, za stawami

Pamiętasz, za stawami, musisz to pamiętać,
no tam, gdzie przynosiłaś zabite anioły,
oparzyłaś się czasem. Mówił, że nie boli.

Po kolana w świtach, zapadając w doły
wyściełane dniami jak kipiącym srebrem,
pamiętasz, za stawami, musisz to pamiętać,

No tam, gdzie ukazywały się zmarłe kocięta
w pierwszy piątek miesiąca, najważniejsze święta,
oparzyłaś się czasem, nic potem nie czując,

Żadnej ranki, drzazgi, którą można wyjąć,
będąc przez sekundę, ale nie na pewno,
no tam, gdzie układałaś zabite anioły

Godzinami mówiły, że nie będą boleć
dni na wyciągnięcie niewidzialnej ręki,
pamiętasz, za stawami, musisz to pamiętać,

Życie pali się szybciej i linie na rękach,
w powietrzu jest mniej tlenu, inne lato mieszka
poparzone czasem, a to nic nie boli,
pamiętasz, za stawami. Jak to, nie pamiętasz?


Próxima parada Marymont

En la luna de enfrente ve que no está.
Ha cumplido los cuarenta y es transparente.
En los vagones del metro gotea tap, tap, el invierno.

Tiene la misma edad, aquel tío, pero sigue con la mirada
a otra, veinte años más joven, ella es el aire,
en la luna de enfrente ve, que no está.

Penetrante como una nubecilla que la luz pulverizará
en un millón de copos de nieve, cuando inicie la vida, 
en el suelo del metro gotea, tap, tap, en secreto,

se ve resumida en los compañeros de viaje,
este acaba de subir, aquel ya baja,
ha cumplido los cuarenta y es transparente,

mamá con un chiquillo, gugu gaga gigi,
sonríe preciosa, una escena bonita,
en la luna de enfrente ve, el tiempo no existe,

En el suelo del metro gotea, tap, entre los dedos,
próxima parada Marymont parece una broma,
han cumplido los cuarenta y son transparentes

para los asientos del metro. A ella le dieron las cartas
antes de que naciera. A él, cuando haya faltado un día.
En la luna de enfrente ven que están en todas partes.
En los vagones del metro, gotea, tap, tap, el invierno.

Następna stacja Marymont

W szybie naprzeciwko widzi, że jej nie ma.
Skończyła czterdziestkę i jest przezroczysta.
Na wagony metra kapie, kap kap, zima.

Jest w jej wieku, ten facet, ale wodzi wzrokiem
za dwadzieścia lat młodszą, ona jest powietrzem,
w szybie naprzeciwko widzi, że jej nie ma.

Przenikliwie jak chmurka, którą światło zetrze
w milion płatków śniegu, kiedy ruszy życie,
na podłogę metra kapie, kap kap, skrycie,

widzi się na skróty we współpasażerach,
ten dopiero wsiada, a tamta się zbiera,
minęła czterdziestkę i jest przezroczysta,

mama z małym chłopcem, gugu gaga gigi,
ładnie się uśmiecha, urocza to scena,
w szybie naprzeciwko widzi, czasu nie ma,

na podłogę metra kapie, kap, przez palce,
następna stacja Marymont wydaje się żartem,
stuknęła im czterdziestka i są przezroczyści

dla krzesełek w metrze. To rozdało karty
jej przed urodzeniem. Jemu, gdy nie będzie.
W szybie naprzeciwko widzą, że są wszędzie.
Na wagony metra kapie, kap, kap, zima.


Dios será

A mis hijos

No hay Dios pero lo habrá un día. Lo pensé mucho
pensé en la ecuación en la que aparecerá
como un agazapado gato muerto.
De El espejismo de Dios de Dawkins me gustó únicamente
el último capítulo -somos un sueño en el borde
del que es imposible despertarse sin morir
sí la totalidad es espantosa sí miramos la nada.
Cierto día incierto cuando Dios era uno de nosotros
nos entregó unos fusiles de junco y nos mandó disparar a las libélulas-
me parece que morí una vez en la infancia
de allí todos mis problemas con el hablar simplemente
con la vida simplemente mis enfermedades encubiertas.
Sin embargo os amé ya entonces cuando no estabais
Desde que lo comprendí espero a nadie.
Desde que lo comprendí sé que nadie está

Bóg będzie

Moim dzieciom

Boga nie ma ale będzie. Myślałem o tym długo
myślałem o równaniu w którym się pojawi
jak przyczajony do skoku martwy kot.
Z Boga urojonego Dawkinsa podobał mi się tylko
ostatni rozdział – jesteśmy takim na krawędzi snem
z którego nie sposób obudzić się bez śmierci
tak całość jest przerażająca tak patrzymy w nic.
Pewnego niepewnego dnia kiedy Bóg był jednym z nas
wręczył nam karabiny z sitowia i rozkazał strzelać do ważek –
wydaje mi się że raz dwa umarłem w dzieciństwie
stąd wszystkie moje kłopoty z mówieniem po prostu
z życiem po prostu moje zakryte choroby.
Jednak kochałem was już wtedy kiedy was nie było.
Odkąd to zrozumiałem czekam na nikogo.
Odkąd to zrozumiałem wiem już że nikt jest


Traducción: Ada Trzeciakowska


DARIUSZ SUSKA. Polonia, 1968-. Poeta polaco, licenciado en Física, publicó su primer poemario Cosas que eran el mundo en 1992, seguido hasta ahora por siete libros que muestran el proceso de evolución y cambio de la poética, al principio, influida por la poesía de Zbigniew Herbert, con numerosas referencias de naturaleza filosófica. En los tomos posteriores (Todos nuestros enterrados queridos, Espíritus de los días, Toda en la arena), marcados por el carácter oscuro y tono elegiaco, el poeta mira de cerca las posibles manifestaciones de la muerte, fascinado en lo estético por el feísmo, desarrolla una profunda reflexión que no rehúye de la metafísica, mientras que en el aspecto formal apreciamos la búsqueda de la perfección visible en los experimentos con la rima y el ritmo. Todos los poemarios han sido nominados a los premios literarios más importantes en Polonia: Premio Silesius, Premio Nike, Premio Orfeo etc. Su último tomo de poesía En la mitad del invierno se publicó en 2018. 

Leave a Comment

Categorías